|
|
niedziela, 30 listopada 2008
Nowy blog!
Długo już tu nie pisałam, poza tym w moim życiu nastąpiło wiele zmian, chyba trochę zmądrzałam więc i nowy blog powstał. Tu jest jego adres: http://kyriakoula.blog.pl
sobota, 22 marca 2008
Czym jest miłość?
To jest może nawet i łatwe pytanie, wiem, że straciłam Go i po prostu nie jestem w stanie teraz o nim zapomnieć. On zerwał, bo ja głupia mu nie uwierzyłam, że mnie nie zdradził. Jestem beznadziejna, właśnie tym mi udowodnił, że mnie kocha, wracając czysty, wrócił czysty a ja go zabiłam, on mnie przepraszał za nic, a ja krzyczałam i wyzywałam, oskarżałam o okrutne rzeczy, wypominałam wszystko co tylko mogłam mu kiedykolwiek wypomnieć. Ja żałuję, ja tak żałuję, że on powiedział mi, że mnie nie kocha ale to nieprawda po prawie pół roku żyłam ze świadomością, że kocham go nade wszystko, to on mnie wspomógł, odnalazłam dzięki niemu powołanie, odnalazłam siebie, pomógł mi sie uczyć, dał mi wiarę w to, że powinnam zdać i rysować w przyszłości, dał mi wiarę w wyższy cel istnienia. Ktoś kto nie kocha nie dałby mi tyle szczęścia i rozkoszy i nie dałby mi wiary, nie uczyniłby mnie szczęśliwą, a żyłam jak w śnie, byle do spotkania, po nocach miałam marzenia by go dotykać, by go całować i pieścić, kocham jego ciało i duszę, kocham jego całego. Załuję tego, że go tak zraniłam, że nie pozwoliłam, nie pozwoliłam uwierzyć jemu. On mnie nie zdradził a ja go wyzwałam, niech mi nie mówi, że nie czuł przez ten cały czas miłości bo był dzień kiedy oboje poczuliśmy sie jak jeden organizm, nasze dusze sie splotły, nasze ciała zawiązały... Ten sylwester był dowodem jego miłości, jego oddania, nie uprawialiśmy sexu bo on nie chciał bym zmarnowała sobie życie ciążą, bo wiedział, że ja bym mu się oddała a mimo to mnie nie wykorzystał. Spał u koleżanki, która sie w nim zakochała ale nic z nią nie zrobił. Ona była napalona, on też ale on pewnie w tych momentach powtarzał sobie 'nie zrobię tego dla niej, nie zrobię tego bo ją kocham a nie tą leżącą przy mnie'. Jestem debilką, jestem debilką. Czemu tak to sie stało, że nawet moja matka zadzwoniła do niego i go opierdoliła surowo, ale to tak, że się zaczęłam bać. Mogę mu dać czas, ciężko to wybaczyć, nie wiem czy w ogóle, ale nie mogę po prostu przestać go kochać, nie mogę, jest dla mnie wszystkim, jest dla mnie całym moim światem, czemu moja ambicja zabiła Nas?
sobota, 10 listopada 2007
Orchid - And the cat turned to smoke
we smiled and said
"I'll see you this summer." -but we know that it was over. That's just what you say to someone who's dying. that's just what you say. This is to us. our hands fit, at least for a while. I miss the face, I miss the taste I'm sorry about it all...
środa, 24 października 2007
Fascynacja się pogłębia...
No cóż, moja fascynacja gatunkiem screamo jest już jak obsesja, coraz lepiej poznaję tą muzykę a na moim last.fm (http://www.lastfm.pl/user/kyriakoula/) piszą do mnie moje wzory, ostatnio wokalista Noisy Sins Of The Insect, co jest dla mnie szokiem bo kocham tą kapelę i jest na drugim miejscu tuż za Orchidem xD. No ciężko mi wyrazić swoje emocje z tego powodu, już tak głęboko wchłonęłam się w to środowisko, że ciężko mi uwierzyć, że tak daleko doszłam. Sprawia mi to taką radość, bo idę tam gdzie czuję się dobrze. Kiedyś nie znałam ani jednek kapeli z tej stronki (http://www.youdontknowemo.tk/) a teraz mało która jest mi obca. Tak wczoraj przesłuchiwałam moją starą muzykę i mało co mi podchodzi, może jeszcze nie straciłam swojej miłości do Placebo, ale większość tych modnych kapel mnie odstrasza, bo nie słychać melodii, a dźwięki mnie drażnią. No i zastanawiam się czy by nie założyć muzycznego bloga, już dawno o tym myślałam, ale nigdy nie wiedziałam jak się za to zabrać. Spróbuję ale nie teraz, jeszcze muszę głębiej wchłonąć się. Nadal nie mogę uwierzyć, że ten głos, który słyszałam ponad trzysta coś razy, napisał do mnie xD. Nadal szok, kurczę, czemu tyle tych emo girls nie zaznało takich euforii jak ja? Komu się udało tak wchłonąć, zaznać tej muzyki, tej satysfakcji z bycia blisko czegoś co budzi taką nadzieję? Tysiące takich głupiutkich jedenastek aż po szestnastki podniecają się ubraniami z czaszeczkami, paseczkami, szachownicą i arafatkami, stylizują się na modelki, udają wielkie princesski "oCh loFfciAm, sWonecFzKoo, sfWeET" a nie wiedzą co to jest to emo, takie wypaczone teraz społeczeństwo, kupuje takie gówno, i jeszcze się z tego cieszy a potem mówi, że już niemodne i fuj i budzi wewnętrzne ble i już jest się krytykowanym. Wiem, że wszystkich nie przekonam, ale przynajmniej powinno się tępić takie słodziutkie laleczki co nawet nie znają jednego prawdiwego zespołu. Jeszcze raz podaję ten link, ludzie kształcie się!! http://www.youdontknowemo.tk/ błagam, przeczytajcie to może coś do Was dotrze, nie po to się tak produkuję, żeby to nic nie dało. Chcę by inni ludzie zaznali tej przyjemności ze słuchania muzyki...
niedziela, 23 września 2007
poniedziałek, 17 września 2007
A dzisiaj spać nie będę...
Dlaczego miałabym marnować czas na sen. Sen jest niepotrzebny, tylko rodzą się w nim marzenia lub koszmary. Na przykład dzisiaj śnił mi się mój ojciec, którego teraz przy mnie nie ma. Nie wiem, nawet go nie pamiętam, podobno mnie kochał ale teraz go przy mnie nie ma. Nie ma. Inne rzeczy też mi się śniły. Przeróżne. Kiedyś nawet byłam Alicją w krainie czarów. A kiedyś spadałam z przepaści. Leciałam daleko, głęboko i było mi dobrze. I nagle się budzę na ziemi, w łóżku swoim. A raz mi się przyśniło, że wstaję, to rąbnęłam głową w ścianę, i się musiałam aż zastanawiać, gdzie jestem. A czasem miałam takie dni kiedy czułam się jakbym spała, a to co wokół mnie to sen albo marzenie. Czasem nawet nie mogę odróżnić co się dzieje naprawdę i nienormalne pewnie ze mnie dziecko. W ogóle jestem nienormalna, wszyscy mi to mówią, więc już nie wiem co ma sens, naprawdę. Na niczym mi nie zależy, ale to jest męczące. Nie daje mi to spokoju bo wiem, że można przecież inaczej. Można być wesołą i się cieszyć z niczego, że w ogóle można się cieszyć to się temu dziwię. Bo z czego? Ludzie, co Was tak cieszy, bo chyba jestem zacofana albo jakaś nierozumna? Nie zawsze mam ochotę się śmiać, poza tym mi to nie wychodzi, gdy nie czuję potrzeby...
piątek, 14 września 2007
Tak czy nie?
Tak już sobie myślałam, że to sen z tą muzyką, że tak sobie marzę ale naprawdę pokochałam ją. Jak słucham czegokolwiek innego to robi mi się niedobrze, bo wszystko inne jest taki popularne i nie przyciąga mnie. Nie sądziłam, że tak tym przeniknę, że już zapomnę o całej reszcie. Poza tym już inni zaakceptowali to kim jestem, bo na początku byłam bardzo zdziwiona jak to jest możliwe tak po prostu się w czymś tak zakochać i nie móc normalnie funkcjonować. Dziwne to uczucie, ale wiem, że niektórzy nadal uważają, że to co robię jest żałosne. Byłoby żałosne gdybym w to nie wierzyła i nie była tego wręcz pewna. Zaczynam poznawać coraz więcej ludzi ze swojej strefy, ale nie zapominam o starych przyjaciołach, może to mnie wyróżnia, że dla mnie zawsze się liczy stary przyjaciel, nie tylko ten nowy. Bo po co byłoby nawiązywać nowe przyjaźnie jakby się potem ich nie kontynuowało. Byłoby to wtedy bezcelowe. Pewien chłopak mi coś ważnego powiedział, że nie liczy sie to co jest ważne, ale życie, po prostu. Zwalił mnie tym ale jestem mu za to mu wdzięczna, a on pewnie się o tym nigdy nie dowie. Szkoda, że ja jestem sama bo naprawdę mam ochotę się do kogoś przytulić, poczuć ciepło i pogrążyć sie w ciszy, lub jego szepcie... Tak niewiele potrzebuję, tylko niego, żeby był przy mnie, a ja będę przy nim. Tylko gdzie on jest? Czy w ogóle istnieje... Nie! Na pewno istnieje bo życie to sen, życia nie ma. Musi istnieć i teraz to czytać i sie zastanawiać jak się ze mną skontaktować, żeby życie było snem. Musisz gdzieś być, powiedz proszę, że jesteś...
poniedziałek, 03 września 2007
Znowu się toczy...
A więc zaczne od tego, że cały świat zostawiam bez komentarza, bo zaczęła się szkoła. Czuję, że błądzę, ale to coraz dalej. Miejsca, które powinny mnie cieszyć nie napawają mnie optymizmem. Mam ochotę uwolnić się od tego wszystkiego, pójść w pewne miejsce i zapomnieć. Nie wiem czy to wina zmęczenia, ale nie jest najlepiej. Jestem roztargniona jak nigdy. I jeszcze jedno. Jeśli ktoś czyta tego bloga i ma ochotę powiedzieć, że mu sie to nie podoba to niech tu wcace nie zagląda, bo ja piszę dla siebie. Nie mogę się doczekać już tego koncertu, będzie naprawdę świetnie. Oczywiście pójdę w paczce i może zabiorę z sobą moją przyjaciółkę, tylko nie wiem czy na pewno będzie mogła. Kończę już ten wpis, nie wiem czy będzie mi się chciało prowadzić tego bloga bo lepiej mi idzie pisanie na papierze...
piątek, 17 sierpnia 2007
Co zrobić?
Minął kolejny dzień. Może będę w zespole. Jeśli uda mi się przebłagać kolegę by jeszcze raz namówił kolegę bo przedtem się nie umówiłam. Mam jeszcze szansę. Mogę też nająć dobrego basistę ale pierw sama mam na elektryku umieć grać. Inaczej to będzie próżne i bezsensowne. Trochę się boję. Nie chcę się zbłaźnić a niezapominajmy, że jeszcze nie grałam na elektryku. Może będą wyrozumiali i jakoś się rozpędzę. Faktem jest, że muszę zdobyć doświadczenie. To najważniejsze teraz. W głowie mi się kręci co chwilę. Nie wiem od czego. Jestem taka oszołomiona, jakbym miała odpłynąć...
Jaki świat?
Nie umiem już żyć w ciszy. Zabijam ją. Wiem, że jeśli się odezwie to mi odbije. Boję się tego. Muzyka mnie trzyma jakoś w ryzach. To dziwne odnajdować odpowiedzi w taki sposób. Odkryłam, że jak ktoś potrzebuje pomocy duchowej to zawsze pędzi do mnie. To prawda z tym przysłowiem lekarzu ulecz samego siebie. Innym pomogę lecz sobie nie potrafię. Skąd to się bierze? Napisałam wiersz, kolejny. Jak moja przyjaciółka go przeczytała to powiedziała, to zagroziła żebym nie pisała czegoś takiego bo mogę w pewnym momencie nie wyrobić. Nie. Póki piszę to wyrabiam się, nie robię głupot, nigdy ich nie robiłam. Znowu kolejny dzień mija. Kolega dał mi namiary na zespół do którego mogłabym wejść. Ale spory problem nadal stanowi brak elektryka, bo klasyk nie wystarczy do tworzenia tego co mi się najbardziej podoba. A co bym tworzyła? Coś w stylu Gantz, Belle Epoque. To jest najpiękniejsza muzyka na świecie ale jak ją tworzyć bez elektryka? Byłam wczoraj znowu w gitarowym, już od 400 złotych naprawdę piękny widziałam. Jak go dostanę to będę się wydzierać cały dzień jaka to jestem szczęśliwa...
czwartek, 28 czerwca 2007
Inny czas?
Dzisiaj miałam udany dzień. W końcu zwiedziłam kawał mojego miasta, a teraz z mojego okna widzę tęczę. To dobry znak. Zmoczył mnie dzisiaj ciepły deczsz kiedy bładziłam z kumpelami po bezludnych miejscach. Nie zaprzeczę, że przechodnie mieli z nas polewki bo szłyśmy na piechotę, w deszczu kilknaście dobrych kilometrów. Nie porwał nas wbrew naszym oczekiwaniom żaden wściekły pies i poza ranami na nogach nic chyba prawie nam nie jest. Kupiłam wreszcie na Pietrynie kostki do gry na gitarze, bo moja 'kość słoniowa' mi się zgubiła. No i byłam jeszcze w kilku miejscach na Pietrynie, o których wiedzą nieliczni. Jeśli ktoś spyta się gdzie to nie powiem, a spadaj! Moja sprawa w jakie miejsca chodzę :p...
wtorek, 26 czerwca 2007
Pomylone otoczenie...
Musze iść na jakiś dobry koncert bo już nie moge wytrzymać. Patrzyłam w spisach i nie ma w moim mieście żadnego przez wakacje, na który bym poszła. Ale jak wyjadę do cioci do warszawy XD to sie zabawię jak nigdy. Słucham sobie właśnie Nightmare Silhouette. Mają nawet niezłe piosenki ale wyczytałam, że sie rozpadają. Szkoda. Ostatni się znowu załamałam. Na Vampirefreaks zobaczyłam w filmikach tokio hotel. Po co takie rzeczy tam wciskać? Albo rihanne. Straszne. A przecież to jest naprawdę dobra stronka z muzyką i mało popularnymi zespołami. Sama mam tu profil http://vampirefreaks.com/kyriaki . A jak nagram coś sensownego to tam dam. Tylko mam dylemat bo po polsku świetnie piszę a po angielsu niegramatycznie, to nie wiem jak to bedzie z tymi tekstami, no i tylko klasyczną gitarę mam to byłyby one lekkie, nie mogłabym sie wydzierać, niestety. Co byście mi radzili z tymi tekstami? Napiszcie bo w wakacje zamierzam już tam być...
Inny świat?
Nie, nie mam jeszcze myśli samobójczych, wprost przeciwnie. Wraz z muzyką odkrywam, że moge wszystko. Żal mi tylko tego, że chcę założyć zespół ale nie mam z kim. Wiekszość albo jest za leniwa, albo nie maja instrumentu, albo słuchają muzyki, której ja nie cierpię. A sama przecież pisze wiersze i zaczynam komponować na gitarze (uczę się niecały rok) wiec można byłoby już coś robić. A tu klapa. Z kim? Kto łaskawie zechce grać w zespole? Gdzie widzę te tłumy chętnych? Zabrzmiało to naprawde głupio. Wiem, że w Polsce o karierę trudno, ale to jest moim głównym celem, chciaż gdybym wyjechała do Kanady byłoby lepiej. Ale nie mogę bo mam szkołe i tu sie koło zamyka. Zamknęłabym się w innym świecie, daleko gdzie mnie nikt nie znajdzie...
środa, 13 czerwca 2007
Nowe światełko...
Miałam dzisiaj lepszy humor niż zwykle. I nawet w kinie miałam ochotę się roześmiać. Szkoła poszła na film o Beethovenie. Chłopak siedzący obok mnie przez przypadek się na mnie położył, bo myślał, że jestem jego kolegą. Śmieszne to było bo się speszył i wyprostował. Ale później znowo mały włos by leżeł na mnie. Fajnie. Nauczyłam się właśnie robić bransoletki z muliny. Ale dopiero co zaczynam. Jestem zdolna do takich rzeczy bo umiem robić na szydełku i na drutach. Pamiętam jak kiedyś zrobiłam szal dla mojej wychowawczyni gdy ją wylosowałam. Miała ze dwa metry a ten podarunek był wyższy i szerszy od niej. Niestety nigdy go nie założyła. Podobno dała go córce, ale nie jestem przekonana czy jej sie podobał. Ale to była najpiękniejsza rzecz jaką zobiłam w życiu. Potem miałam żal, że dałam jej go. Ale to już przeszłość...
wtorek, 12 czerwca 2007
Zwykły dzień...
Dzisiaj miałam zwykły dzień, jednak takjakby poczułam przypływ radości. Już od dawna tego nie czułam. Może to dlatego, że biegłam do autobusu i wyprzedzałam innych ludzi na chodniku, którzy też biegli. To musiało wyglądać komicznie, sama miałam ochotę się roześmiać. Czyżby coś odnalazłam? Coś zgubionego? Tylko jak wracam do myśli, że jestem sama, to znowu wszystko się wali. Wystarczy, że zobaczę chłopaka przytulającego dziewczynę, zastanawiam się dlaczego to nie ja. Sama siebie dręczę. No ale co mam wtedy myśleć? No właśnie. Co? Nikt mi tego nie powie. A zresztą nieważne. Kogo to obchodzi? Trzymam wciąż resztki nadziei...
poniedziałek, 11 czerwca 2007
Szczęście...
Trudno jest to określić. Jedyne co mogę powiedzieć na ten temat brzmi: ulotna chwila, która przemija jak się na nią spojrzy. Ale czy nie powinnam szukać szcześcia? To już zupełnie bym straciła nadzieję, to byłby mój koniec. A więc co zrobić by zachować nadzieję i nie szukać szcześcia. Przestać myśleć? Już próbowałam ale nic z tego nie wyszło. Można po prostu zdurnieć. Nie chcę być jak inni, stracić wrażliwość, bo niebyłabym sobą. Po prostu bym była martwa w duszy. Wynika z tego, że jestem skazana na samotność, lecz kiedyś tak nie było. Na każdym kroku byłam szczęśliwa, wiedziałam co chcę w życiu robić, dokąd zmierzam. Czułam radość i rozpierała mnie energia. Jednak coś się skończyło i nie wiem czy kiedykolwiek powróci. Czy to sprawka tego, że się zmieniłam? Ale bez zmian niemogłabym żyć. To paradoks. To wszystko jest głupie i mnie denerwuje. Co się stało? Na co? Po co? I dlaczego mi? Zadaję sobie tyle pytań, inni ludzie mnie dołują, jak próbują na nie mi odpowiedzieć. Czemu tak mało rozumieją, nie potrafię wytłumaczyć...
niedziela, 10 czerwca 2007
Emocje...
Kolejna nieprzespana noc, do szóstej nie mogłam zasnąć. To się zdarza coraz częściej i nie mam na to wpływu. Dlaczego tak jest? Może mnie rozpiera energia, a może mam braki bodźców i przygód. Nadal czuję pustkę i nie jestem w stanie jej wytłumaczyć. Teoretycznie mam przyjaciół, ale nie mówie, że nie spełniają moich potrzeb. To raczej chodzi o coś innego. Tylko nie wiem co. Jak to się dzieje? Może brak mi emocji? To jest zdanie kluczowe, rzeczywiście. Zgadzam się z tym. Ale co mam zrobić by coś sie zaczęło dziać w moim życiu? I tu mam problem. Już dawno się w nikim nie zakochałam z wzajemnością. W mojej okolicy brakuje ludzi o mojej mentalności, to mnie boli i dręczy. Czy coś ze mną nie tak? Muszę być jak inni? Nie, bo mam swoje zasady. A więc mam dwie drogi. Prostą, idącą do ogółu. No i zmierzającą w zupełnie inną stronę. Trudną lecz wtedy bardziej owocną, wiedziałabym, że robię to co powinnam, a nie to co każą mi inni...
sobota, 09 czerwca 2007
Zasady...
Jakie zasady? No tak, reguły których się przestrzega niezależnie od tego w jakiej jest się sytuacji, i na co w danej chwili jest się nastawionym. Każdy je ma. Nawet ten, który się zdaje nieprzestrzegać żadnych. Zawsze tak jest. Jakie są moje zasady? Najważniejsze to sie ich trzymać, robić co jest zgodne z moim charakterem, pod wpływem impulsu. Dziwnie to zabrzmi, ale słuchać siebie i nie patrzyć się na zdanie innych, robić to co podpowiada serce, a niezawsze jest słuszne i właściwe...
piątek, 08 czerwca 2007
Czemu?
Dlaczego zmieniam się w emo? Nie dlatego, że jest modne, bo ja jeszcze miesiąc temu myślałam, że nie założę niczego w groszki (a szczególnie balerin) poza tym niektóre osoby mi docinały "kup sobie inne buty" itd. Cały dzień słucham muzyki, że za dwa miesiące pewnie bedzie trzeba kupować nowego kompa, bo mój przechodzi katorgi z moim temperamentem ;). Poza tym styl to tylko dodatek, pokazujący innym co jest dla mnie ważne, a ważna jest muzyka i to co się czuje w sercu. Takie natchnienie, zatrzymanie w czasie. Każdy kto pisze wiersze wie co to znaczy. Chciałabym poznać ludzi o podobnym pokroju do mojego. A znam ich tylu, że na palcach jednej ręki wszyscy się mieszczą. Nie dbam o to co powiedzą. Ważniejsze są dla mnie moje zasady...
Nowa nadzieja...
Słucham sobie właśnie Emery i myśle jak to jest z moim życiem. Zastanawiam się czy się wypaliłam , czy dopiero zaczynam odkrywać w sobie to co jest ukryte i nieocenione. Od niedawna jestem emo, muzyki zaś słuchałam od dłuższego czasu, więc nie można mnie wziąść za pozerkę. Raz weszłam na takiego bloga, na którym taka idiotka używając brzydkich wyrazów powiedziała, że jest emo, bo tak jest modnie. To raczej była prowokacja, tak mi się wydaje, bo to był szczyt idiotyzmu, nawet nie parodia. Przez takie nienormalne osoby często tę subkulturę masakrują. Mnie też ciągle uważają za inną, w szkole jest multum barbie i pseudo skejtów. To mnie bardzo denerwuje. Jedynie jest garstka punków, a emo to już zupełna rzadkość (ze szkoły nie znam nikogo). A najgorsze jest to, że wiele moich nie emo koleżanek w ogóle nie wie co to emo, ba, nawet rockowych kapel nie znają, nic, niewyedukowane muzycznie. To wprowadza o zawroty głowy. Świat schodzi nisko... Zbyt nisko. Tak więc w przyszłości zamierzam wyjechać do Kanady gdzie łatwiej jest zrobić karierę muzyczną niż w Polsce. Jeśli ktoś chciałby coś dopowiedzieć, to śmiało niech pisze komentarze, odpowiem...
Więc zaczynam...
Postanowiłam założyć bloga, lecz za każdy razem jak to robiłam nie mógł przetrwać nawet kilku dni. Traciłam cierpliwość i natychmiast kasowalam. A potem znowu próbowałam, i znowu... Mam nadzieję, że ten utrzyma się trochę dłużej (jeśli mnie nic nie zdenerwuje, a nie mam cierpliwości). Moja największa wada? No cóż... O tym później ;-) |